NAPALMED/OUTERMOST - Mental block split tape __________________________________________________ ATMOSPHERIC #10 [Poland] Nie wiem, po co człowiek bedacy istota rozumna vymyślil coś takiego jak Noise. Przecież to nie jest żadna muzyka. Dźwieki ze splitu "Mental Block" moglyby być preparowane - na różne sposoby i w odmiennych tonacjach - raczej przez generator, nie instrumenty. Albo za pomoca młoteczka i kowadełka. Chociaź jest tu na końcu strony czieskiego NAPALMED bardzo ładna, zagrana na gitarze melodyjka "Popoutrobonus". To takie uspokojenie wprowadjace sielska atmosfere. Drugi na kasecie OUTERMOST z Japonii nie wnosi niczego nowego. Zname odglosy. Urywane brzeczenia, trzaski, zgrzyty. Te same symulacje. Drgania i pulsacje. Jakby ktoś przepuszcał przez popsute radio echo tetna zbłiżajacego sie do erupcji wulkanu. Konia z rzedem ternu, kto po posluchaniu tych "utworów" ydola je zapamietać; odróżnić od siebie, przyporzadkować tytuly. Pod jednym z poniższych adresów, u Radka, można nabyć w dystrybucji dziesiatki innych Noise'owych i pokrewnych materiałów czy specjalna - w pieciu cześciach, a nabór do kolejnych trwa - składanka "Anomalous Silencer" utrzymana w takich klimatach. 1 / 4 Kasia (Katarzyna Karaś) __________________________________________________ KULTURA INDUSTRIALNA (Poland, 23.07.2004) > http://www.ikultura.net Taśma z tym materiałem odleżała swoje ma półce zanim po onegdaj wielokrotnym molestowaniu głowicy (bez skojarzeń, hehe), wpadła w magnetofon pewnej uroczej dziewczyny aby zostać poddana werbalnej sekcji. Split „Mental Block” rozpoczniemy od charakterystyki znanej formacji jaką jest Napalmed. Tym razem jest to kolaboracjaz Pavelem Petrizila. Dwóch tych panów w znanym już czeskim mieście Most dnia 24 stycznia 1995 roku uwolnili prądotwórczy strumień harsh noise w klasycznym tego słowa znaczeniu. Czesi od początku nastawiają się na transową formę transmisji danych, gdzie notorycznie używane są wspomagające efekty jak flanger, chorus czy vibrator. Wszystko to daje właśnie taki „japoński” posmak (szczególnie ze względu na osiągane niekiedy częstotliwości). Reakcje zachodzące w Napalmed są dość zmienne. Z wyjących głównie w średnich częstotliwościach danych często opada na ciężkie background`owe mozolne poruszanie się dźwięku. W tym fabrycznym stanie deformacja dźwięku nie jest perfidna, a konsekwentnie molestująca swym drapiącym noise. Dźwięk jest chropowaty (czyli tak jak winno być), obskurny i nieprzestępny. Faktura poszczególnych utworów nie zmienia się – jest powyginana, zniekształcona zmysłem sonicznej dekonstrukcji, która pulsuje w głowie głównego zarządcy dźwięku – Radka Kopela. Podczas biegu dźwięków (w średnich tempach), skacząc przez częstotliwość modulacji tradycyjnie odbieramy efekt radio, gdzie trzask oraz skrawki niezniszczonego sygnału przebijają się przez betonowe ściany dźwięku. Swoista ekstremalność Napalmed w tym przypadku ukazuje się poprzez skrajnie niskie demolowanie głośników oraz przepuszczenie sygnału poprzez wąskie gardło, zapewne użytych w tym celu odpowiednich bramek. Nie wiem na ile pierwszy utwór („Empty Head Birth” może oddawać chaos np. pustki w głowach noworodków, ale jedno jest pewne, że poprzez ten i 3 kolejne utwory w głowie zostaje dekonstrukcja, miazga wżerająca się w mózg z ostrym i zdecydowanym sygnałem. Rzadko pojawia się korzystanie z usług panoramy, ale za to nieczęste jej występowanie, ze względu na nieregularność, wnosi dużo bardziej chaotyczny efekt. Kontynuując obraną przez siebie drogę i metodę (która z pewnością nosi znamiona szaleństwa) za źródło dźwięku służą żywe instrumenty – najczęściej gitara i elementy perkusyjne – dopiero [później przepuszczone przez demontujące sygnał maszynki. Kompletnym zaskoczeniem jest „Popoutrobonus” (chociaż po nazwie może nie...). Nie każdy spodziewa się akustycznej, nie zniszczonej, która kończy w ogniskowym stylu, ballady. Druga strona taśmy to Outermost. Jest to moje pierwsze zetknięcie się z tym projektem. Japończyk Kei Yokota wbrew strzałom w ciemno nie uderzył ścianą rozwścieczonego algorytmu, a bazą zapętlonych odbić, stukotów, podpiętych obowiązkowo pod fazer, fraz wysokich i niskich puszczonych w oddzielnych kanałach. Z czasem jednak Outermost mozolnie i powoli staje się klasycznym aktem noise, gdzie rozwścieczałe częstotliwości walczą u supremację z bulgoczącymi background`ami, wciskającymi mocno w fotel. Dźwięk jakby często się przycinał, dławił, szarpał w częstotliwościach odbieranych przez ucho, aby przy zwiększonym nacisku, co chwile uwalniać się w wysokie szeleszczące i sumiące rejestry. Batalia częstotliwości, dźwięku przeobraża się w cała wojnę kreowaną odgórnie przez Kei. Sygnały z szerokiego zakresu medium, niczym marionetki w trzeszczącym teatrze lalek ą własną karykaturą, surrealistyczną formą pierwowzoru. Dewastujący algorytm staje się w drugiej części jednego (ale ponad 20-minutowego) utworu oczekiwanym daniem z kraju Kwitnącej Wiśni. Dopiero tutaj odbieramy sugestie związane z Merzbow czy MSBR, a dorzucić wypadałoby Karkowskiego czy Knurl. Warto zwrócić uwagę na przemyślaną i planowaną emisję. Outermost często ścina częstotliwość, wykorzystując radiowe pasma, przenosi jakby ciężar utworu w odległe rejestry, manipuluje przy tym natężeniem dźwięku i siłą jego ataku. Zaletą Outermost jest konsekwencja w uruchamianiu i tworzeniu (o tak!) rozzpętanych kolejnych forma dźwięku, konstruując coraz bardziej drapieżny set harsh noise. Ów kakofoniczny pęd przybiera również matematyczne wartości i składowe. Na tyle wyczuwalne, że po odpowiednim wprowadzeniu się w transowy nośnik antymuzyki, możemy jakby wyczuć wchodzące zmiany charakteru i barwy dźwięku. To lekkie poczucie przewidywalności pozwala na poczucie większego bezpieczeństwa podczas przebywania w algorytmicznym, noise`owym żywiole i łatwiejsze przyswajanie produkcji Outermost. Utwór „Drug Monster” kończy się dość niespodziewanie krótkim i cichym pomrukiem a następująca cisza jest słodką nagrodą i marnym wspomnieniem po klasycznej i na poziomie nawałnicy dźwięków, sonicznej burzy i antymuzycznej koncepcji. /ao/ (Artur Olejarczyk) __________________________________________________ PARANOIZZE #1 hhhlllluuuukkkk, lomoz, bordel, chaos, skřípání, vrzání, mumlání, pískání, ječení, syčení, vrčení, hluky, šumy, schizo, cacofonie, destrukce, maras, ..... to je uchobolavý "NAPALMED" - Vynikající průmyslový noisecore, který Vás ohluší !!!!!kilzzzzzzzzzz!!!! Viki Wojtanovský __________________________________________________ PODSVETIE #6 (1/00, Slovensko) Za promo môjho oficiálneho titulu mi na oplátku poslal Radek ich splitko s prosbou o jeho predstavenie. Jedná sa o ich prvé split s asi japonskými Outermost. Túto informáciu neberte na 100% pretože ja ju nemám overenú. Z priloženého na informácie chudobného bookletu sa to zistiť nedalo. A stranu okupuje Radekov Napalmed. Jako som sa už vyjadril v recenzii na ich posledné demo je to experimentálna záležitosť ťažko prijatelná pre štandartného poslucháča. Zvuky sú vyrobené na elektrickej gitare dokrášlené o rôzne efekty. Výborná a trochu netypická je posledná inštrumentálka na akustickej gitare. B stranu obstarali Outermost. Materiál shodný s Napalmed. Industriálny noise! Skladby, ak sa o niečom takom hovoriť dá, sú založené na nasamplovaných zvukov brusiek, rúcania domov, zvárania, praskania a čo ja viem ešte čoho. Věc určená iba pre naj fanatikov pravého hluku. Vladimír Šimanský __________________________________________________ TALADRO #12 (Mexico, 3/2001) Napalmed escupe 4 tracks: noise-electronics y música destruida, una gitarra eléctrica por ahí, distorsión, feedback, etc., para terminar con una lira acústica bastante tranquila... Outermost crea drug monster con pasajes de noise entrecortados (como loops combiantes con pausas entre sí), los cuales revientan en una larga suite ruidosa... Juan Antonio Rotuno Espino __________________________________________________ ŽURNÁL ABNORMÁL #1 (Slovensko, jeseň 2001) Tak dnes som sa pustil do recenzovaní kapely NAPALMED, tak nech už to mám čo najskor z krku, haha. Tuším táto kazeta obsahuje 2 skupiny - českých NAPALMED a OUTERMOST z Japonska. NAPALMED tu majú 4 tacky svojho hluku, ktorý niekedy znie, ako keby sa niekto pokúšal hrať na nejaký hudobný nástroj, nahral to na veľmi satrú kazetu a potom na pokazenom magneťáku púšťal na pomalých otáčkach. Inokedy to znie, ako byste boli uprostred strašnej búrky alebo obrovského požiaru. Všetko okolo vás praská a ľudia kričia o pomoc. Dokonca som tu začul niečo ako rytmické búchanie hasákom o potrubie. V porovnaní s materiálom "Mouthing" je to počúvateľnejšie, ale žiaden popík neočakávajte, haha. Na konci tohoto matrošu vás určite prekvapí pohodová vyhrávka na gitare. Po tom chaose to príde naozaj vhod. Volá sa to "Popoutrobonus". Za týmto prichádzajú OUTERMOST. Začína to takým monotónnym mixom podobným materiálu NAPALMED - "Mixes..." a za tým nasleduje klasický hluk, kde je počuť aj nejaké chaotické japonské hlasy. Dalej je tu už len noise, noise a eště raz noise. Fakt sa v tom nevyznám a tak vám nepoviem, že či je to dobré alebo zlé (a vobec ide tu o to?). Vidno, že sa OUTERMOST snažil(i) a nenechali nič na náhodu - spravili to tak, aby sa to zaručene nikomu nepáčilo, haha. A ešte jedna vec. V booklete tejto kazety bol zabalený prezervativ, kto vie na čo...? Asi, ak si neužijete počúvaní tejto "hudby", abyste si užili nejakým iným zposobom... [Š] Štefan Zlatohlavý